To będzie post o tym dlaczego pokochałam Düsseldorf (poza oczywistym powodem miłości do mojego mężczyzny, który wybrał go sobie jako miejsce pracy). Zaczniemy od miejsc, których pominięcie byłoby wielką stratą, a zakończymy najpiękniejszym – czyli jedzeniem! Oczywiście przy okazji przyjazdu w ten region Niemiec nie można zapomnieć o wizycie w Kolonii i Essen, jednak chciałabym się skupić na mieście, które poznałam najlepiej.

Muzea

Nie zdążyłam niestety odwiedzić wszystkich, a jest ich tutaj całkiem sporo! 2 muzea sztuki współczesnej, muzeum sztuki mniej nowoczesnej, muzeum filmu, muzeum teatru i  jeszcze kilka! Całkiem nieźle jak na tak niewielkie miasto. Dla fanów klasyki malarstwa godne uwagi będzie muzeum Kunstpalast, ja trafiłam w nim na wystawę czasową “Zurbaran. Meister des Details”. Dodatkowo warto pamiętać o tym, że w każdą pierwszą środę miesiąca po godzinie 18 muzea można zwiedzić za darmo.

K20 i K21

Muzea sztuki współczesnej: w K20 niestety nie byłam, bo akurat największa wystawa była w tym czasie zamknięta, ale z tego co wiem to znajdują się w nim prace takich sław jak Picasso, Klee, Mondrian, Pollock! Mogę wam pokazać jak wygląda z zewnątrz i polecić sklep wewnątrz muzeum, w którym znaleźć można albumy o sztuce i doskonale książki (szczególnie dla dzieci).

K21

img_0282-1

K21 to muzeum otwarte w budynku, który wcześniej był siedzibą parlamentu Nadrenii Północnej Westfalii, jako rozszerzenie dla wystaw znajdujących się w K20. Jako wystawę czasową umieszczono na ostatnim piętrze siatkę, po której odwiedzający mogą się wspinać i z założenia doświadczać uczucia strachu pomieszanego z ekscytacją.

img_0106Wystawa ta cieszyła się takim powodzeniem, że zdecydowano się na jej przedłużenie, a ja spacer na siatce wiszącej 20 metrów nad ziemią uważam za niesamowite doświadczenie! Dodatkowo przy budowie tego eksponatu inspiracją były sieci pajęcze, które również można zobaczyć w muzeum.

 

Classic Remise

Miejsce starej zajezdni pociągów przerobione na raj dla każdego mężczyzny. Zbiór klasyków motoryzacji oraz perełek dzisiejszych czasów, do których można bezpłatnie powzdychać, ale także zdecydować się na zakup!

Processed with VSCOcam with g3 preset

Münster Therme 

Podczas szukania basenu blisko mojego mieszkania okazało się, że za rogiem mieści się małe dzieło sztuki – otwarte w 1902 roku jako łaźnie publiczne Münster Therme. Wszystko wygląda tam tak jakby cofnąć się w czasie, przeszklenia, szatnie, kafelki! Chodziłam tam zawsze wieczorami, może sam basen nie jest duży, ale ciężko nie poczuć klimatu, kiedy z głośników, chwilę przed zamknięciem, Andrea Bocelli śpiewa dla nas “Time to say goodbye”.

Processed with VSCOcam with f2 preset

A teraz o jedzeniu!  

Jestem otwarta na różne smaki i muszę przyznać, że knajp i restauracji, które oferują potrawy najróżniejszych kuchni świata jest tutaj od wyboru do koloru. Są doskonale restauracje włoskie, polskie (!), japońskie, chińskie, libańskie… niemieckie pominę milczeniem, bo kuchnia tego kraju powinna być moim zdaniem nielegalna. Mogłabym wymienić wszystkie, w których byłam i wydały mi się przyzwoite, ale skupię się na tych, które mogę z czystym sumieniem polecić.

Richie’n Rose

Moim zdaniem w miejscu, w którym się mieszka trzeba znać najlepszą burgerownię, jest to międzynarodowa zasada, której staram się trzymać. W Poznaniu odwiedziłam co najmniej 10 miejsc, które serwują wołowinę w bułce, ale chociaż staram się być lokalną patriotką, żadne z nich nie dorównuje Richie’n Rose do pięt. Co tu dużo mówić: jest klimat, duży wybór (pulled pork, wege), doskonale bułki, idealnie wypieczone mięso, sosy robione na miejscu, 3 rodzaje frytek.

burger.jpg

Mongo’s 

Pierwszy raz miałam tu okazję próbować specjałów kuchni mongolskiej. Trafiłam akurat na ASIA BRUNCH, gdzie za 20 euro można jeść do syta. Kelner podał nam kartę, gdzie do wyboru był sos (?), okazało się, że po wybraniu jednego z sosów, dostaje się miseczkę i samemu wybiera się dodatki, które kucharz przyrządza w woku, na widoku, w przeszklonej kuchni. A do wyboru same cuda – świeżutkie owoce morza, makarony, warzywa i najdziwniejsze rodzaje mięs jakie widziałam. Dodatkowo zupy, przystawki i desery. Raj!

 

Tao China Bistro Dim Sum

W dim sumach, czyli małych pierożkami robionych na parze, zakochałam się jeszcze w Poznaniu, co dało mi motywację do wyszukania restauracji, która serwuje te pyszności w moim nowym mieście. Znalazłam malutkie bistro, w którym spotkać można tylko Azjatów (a to dobry znak), gdzie jedzenie jest niesamowite, a do tego jest tanio. Polecam oczywiście dim sumy, ale także makaron słodko-kwaśny z owocami morza.

Advertisements