Training College 

Właśnie zakończyłam najbardziej intensywne 3 tygodnie mojego życia! Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wygląda szkolenie dla Emirates, bo jak pewnie pamiętacie nie była to moja praca marzeń, o której myślałam od kiedy pierwszy raz zobaczyłam jak pięknie wyglądają stewardessy w samolotach.. Po prostu tak się wszystko poskładało, że przeszłam rekrutację i wylądowałam w Dubaju. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego jeszcze nie latam, na czym właściwie polega trening, dlaczego jest taki długi? Dwa miesiące to kupa czasu, a przecież cabin crew jest od tego żeby przechadzać się po samolocie ładnie wyglądając i z uśmiechem na ustach pytać pasażerów: “chicken or beef?”. 

  

Pierwszy tydzień był jednym wielkim wprowadzeniem: w procedury, zasady, reguły i wartości, którymi kieruje się firma. Dostaliśmy też praktyczne rady jak odnaleźć się w kraju o odmiennej kulturze. Ale co najważniejsze- dużo motywacji! Trenerzy, którzy wcześniej latali przez 20 lat i znają wszystko od podszewki, albo tacy, którzy pracowali w Nowym Jorku dla Starbucksa to tutaj standard. Byłam wcześniej menadżerem w korporacji (Tommy Hilfiger), uczestniczyłam w szkoleniach, próbowali na nich nawet motywować, ale to nic w porównaniu z wiedzą i umiejętnościami tutejszej kadry. A jestem raczej sceptycznie nastawiona do takich rzeczy- internetowi motywatorzy sprawiają, że mam ochotę podciąć sobie żyły, a słowo coach przyprawia mnie o dreszcze. Okazało się, że można inaczej! Cały training college zaprojektowany jest tak żeby robić wrażenie, na przykład zajęcia na temat obsługi systemu internetowego odbywają się w sali, w której jedna ze ścian jest cała przeszklona, a widok z niej rozpościera się na symulatory, w których ćwiczą piloci. Zajęcia prowadzą osoby, które opowiadają o własnych doświadczeniach, podają przykłady na co się przygotować, starają się nas uwrażliwić na sytuacje, z którymi możemy się spotkać. Oczywiście pierwszy tydzień to też wizyty w klinice, zdjęcia, niekończące się badania, prześwietlenia, testy i mnóstwo czekania. Możecie też być pewni, że pracując dla tych linii zostaniecie zaszczepieni na wszystkie choroby świata.

   
   
Zabrano nas nawet do meczetu żeby zapoznać nas z zasadami religii, która wprowadza wiele reguł do normalnego funkcjonowania w Dubaju. Nie wiedziałam na przykład, że w metrze są tu osobne strefy dla kobiet i mężczyzn, albo że nie powinnam jeść i pić w miejscach publicznych w czasie trwania Ramadanu. Cały czas nie mogę się też przyzwyczaić do tego, że weekend to tutaj piątek i sobota, a w niedzielę są tu nieziemskie korki. Nagle słowo “poniedziałek” nie oznacza już najgorszy dzień tygodnia. Jednak pierwszy tydzień szybko się kończy i zaczyna się prawdziwa szkoła. Studia skończyłam ponad rok temu i kolejny raz miałam okazję przypomnieć sobie jak to jest uczyć się czegoś słowo w słowo na pamięć i zarywać nocki. Oczywiście nie musicie tego robić, możecie imprezować, poznawać kluby i restauracje, ale wtedy bardzo łatwo przyjdzie cofanie się o tydzień i powtarzanie całego materiału raz jeszcze, a pierwszy lot przesunie się w czasie.

Safety and Emergency Procedures

W ramach przypomnienia przypadły mi 2 największe samoloty floty Emirates- Boeing 777 i Airbus a380. Jednak początek to General Safety, czyli niesamowicie ciekawe rzeczy, o których słyszę pierwszy raz w życiu, ponieważ zawsze myślałam, że samoloty latają za pomocą magii. Mechanika, fizyka oraz inne równie ścisłe przedmioty nigdy nie były moim głównym zainteresowaniem, a część naukowych teorii po prostu nie mieści mi się głowie. Nagle okazało się, że mam uczyć się na temat Basic Aeronautics?! Mała rada przy okazji dla tych, którzy znajdą się na moim miejscu- nie tłumaczcie sobie tego, czego uczycie się po angielsku na polski, zamiesza wam to tylko i podwoi ilość przyswajanych informacji. Oczywiście jeśli nie znacie znaczenia słowa- sprawdźcie je w słowniku, ale notatki róbcie po angielsku. 

Nie mogę zdradzać dokładnie tego, co znajduje się w programie, ale przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia na ile sytuacji przygotowana musi być załoga samolotu. Turbulencje, dekompresja, gaszenie prawdziwych pożarów, lądowanie na wodzie, dym na pokładzie to tylko niektóre z rzeczy do zaliczenia. Największe wrażenie robią oczywiście symulatory, na których ćwiczymy. Tu naprawdę dym wydobywa się z płonącego siedzenia, maski wypadają podczas dekompresji, a jeśli za późno otworzysz drzwi podczas lądowania na wodzie, utoniesz. Potem jeszcze powiedzą ci jak przetrwać jeśli twój samolot rozbije się na pustyni, albo jeśli pilot zdecyduje się na posadzenie go na oceanie i po ewakuacji dryfować będziecie przez kilkanaście dni na tratwie, która wcześniej była tym, co widziałeś na filmach, kiedy ludzie ewakuowani byli z samolotu na całkiem zabawnej zjeżdżalni. Każą ci też wskoczyć w kamizelce ratunkowej do lodowatej wody w basenie i ćwiczyć pozycje, w których najdłużej utrzymasz ciepło. Dodatkowo mało ważne czy przeprowadzasz ewakuację, biegasz z gaśnicą, czy pływasz kraulem, pamiętaj żeby usta były czerwone, a fryzura nienaganna.   

   
   
 
Kiedy już przyzwyczaisz się do terminologii dotyczącej jednego samolotu, nauczysz się uzbrajać drzwi i otwierać je podczas ewakuacji, napiszesz egzamin, w którym pytać cię będą o każdy szczegół, wtedy poznasz drugi samolot, w którym wszystko robi się inaczej, a ogarnąć to trzeba w 3 dni. Dlaczego nie? 

W międzyczasie jednak poznałam wspaniałych ludzi z najróżniejszych zakątków świata, nauczyłam się liczyć do pięciu w językach, o których nigdy wcześniej nie słyszałam i udało mi się odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Może Burj Khalifa i fountain show wydaje się oklepane, ale zrobiło na mnie ogromne wrażenie! Miałam okazję spróbować prawdziwe koreańskie noodles, czy francuskie crepes, które przygotowały moje nowe znajome. Wszystko tu jest międzynarodowe, a jeszcze nawet nie zaczęłam latać. Członkowie mojej grupy już teraz zapisują mi miejsca, które w ich krajach warto odwiedzić, co zjeść i gdzie bywać. Z dziewczynami, z którymi się zaprzyjaźniłam już planujemy wyprawę do Południowej Afryki, z której jedna z nich pochodzi, na najprawdziwsze safari! Ja widziałam wcześniej lwy i żyrafy tylko w zoo, dla niej to zwierzęta jak każde inne. Z kolei ona nie może się doczekać kiedy dotknie śnieg, bo nigdy w życiu nie miała okazji widzieć go poza ekranem telewizora! 

Jednak dopiero się rozkręcam! Teraz, kiedy najtrudniejsza część za mną, więcej czasu mogę poświęcić na zwiedzanie 🙂 Jutro czeka mnie uniform fitting! Później trening medyczny, a na końcu serwis! 

Advertisements