Co to za angielskie słowo w tytule? Dlaczego ma to być ciekawe? Niestety cały czas zmieniają mi loty. Jestem ‘the most junior crew’ i gdy pasażerów jest za mało to wylatuję.. Wylatuję niestety z danego lotu, a nie do Budapesztu, Londynu, albo Monachium. Zamiast tych pięknych miejsc, na które miałam mnóstwo planów trafia mi się kolejny Turnaround czyli lot w tą i z powrotem. Dużo znajomych pyta mnie jednak jak to wszystko wygląda, cały proces przygotowania do lotu i co robimy potem, dlatego też postaram się wam to ładnie przedstawić.

Przygotowania

Wszystkie loty krótsze niż 5 godzin to Turnaround, te dłuższe to z kolei Layover. Większość z tych w tą i za powrotem rozpoczyna się w środku nocy, co dość radykalnie zakłóciło mój zegar biologiczny ⏰. Nigdy wcześniej nie miałam problemów ze spaniem, mogłam spać w środku dnia w każdym środku transportu- w samochodzie na siedzeniu pasażera, w pociągu oparta o stolik w warsie, wszędzie. Teraz mam problem żeby spać we własnym łóżku. Tak poza tym niesamowicie jest patrzeć jak na nocnych lotach trzystu twoich pasażerów śpi. Otwarte usta, głośne chrapanie, kosmiczne pozycje. Ale miałam pisać o przygotowaniach! Na lot trzeba stawić się 2 godziny przed czasem odlotu. To oznacza, że muszę obudzić się co najmniej 3,5 godziny przed żeby coś zjeść, wyprasować uniform, spakować co trzeba, zrobić fryzurę i makijaż, wsiąść do busa i dojechać na czas do HQ (siedziby). 

Załóżmy, że mam właśnie lot do Sialkot(Pakistan) o godzinie 4.20 w nocy oczywiście. To oznacza, że e gate czyli bramka w HQ otwiera się dla mnie o godzinie 2.20 na 20 minut. Nie ma tu żadnych odstępstw, nie da się wejść wcześniej, nie da się wejść później, nawet jeśli to tylko 10 sekund. Co to oznacza? Muszę wstać około 12.45, szybki prysznic, ostatnie prasowanie, sprawdzenie czy w mojej małej cabin bag jest wszystko co potrzebne. Czyli co? Cabin shoes 👠 (płaskie buty na zmianę, które nosimy na pokładzie), waistcoat 👘 (taka śmieszna kamizelka, którą również nosimy na pokładzie, w jej skład wchodzą też plakietka z imieniem i flaga państwa 🇵🇱 , z którego pochodzę), oven gloves (rękawice do wyciągania jedzenia z piekarników, raczej używa ich Cabin Supervisor, ale i tak zawsze trzeba mieć), piżama (z napisem CREW na plecach, niezbędna na długich lotach, ale zawsze mam ją w torbie, bo nigdy nie wiadomo). W mojej torbie jest jeszcze 2 tysiące dodatkowych przedmiotów: zestaw do przyszywania guzików, zmywacz i lakier do paznokci, lakier do włosów, grzebień, kosmetyczka z podstawowymi produktami do makijażu. Dodatkowe rzeczy trzeba mieć jeszcze w torebce, przede wszystkim wymagane dokumenty takie jak paszport, licencja na dane samoloty, certyfikat zakończenia szkolenia, karta szczepień. Przed wyjściem sprawdzam jeszcze nienaganny strój i czy moje czerwone nakrycie głowy jest ze mną. 



Makijaż i fryzura zajmują co najmniej 30 minut, na co dzień robię to trzy razy krócej, ale te wszystkie koczki, francuzy plus make up, który ma wytrzymać 12 godzin to jednak większe wyzwanie. Bo jeśli lot trwa 3 godziny to nie ma mnie w domu 10. Wszystko dopięte na ostatni guzik, do busa wsiadam o 2.03, 15 minut i jestem na miejscu.

Headquarter (HQ)

Mówiłam wam już, że lotnisko w Dubaju widziałam tylko pierwszego dnia, kiedy przyleciałam tu jako pasażer? Dlaczego? Po kolei- wysiadam z busa i wchodzę do długiego pomieszczenia pełnego krzeseł, w którym wszyscy czekają na otwarcie się bramek. 2 godziny 20 minut przed czasem wylotu wchodzą kapitan, FO (pierwszy oficer czyli po polsku drugi pilot), Purser (dowodzi cabin crew) i Cabin Supervisor (dwie albo trzy osoby, które zarządzają nami bezpośrednio). Dla mnie bramka otwiera się 20 minut później czyli 2 godziny przed lotem. Przekraczając jej wrota, znajduje się już w strefie międzynarodowej, gdzie na jednym z wielu komputerów przykładam swoją kartę, a w odpowiedzi dostaję informacje o numerze pokoju, w którym odbywa się briefing. Dodatkowo komputer pyta mnie czy mam wszystkie wymagane dokumenty i jeśli lecę na długi lot, drukuje mi ten długi pasek, który przykleja się do bagażu. 

Briefing

Teoretycznie odprawiona, przechodzę przez bramki bezpieczeństwa, skanują mnie i moją torbę. Znajduję odpowiedni pokój, gdzie czekają Purser i odpowiednio dwoje albo troje Cabin Supervisorzy (dwoje na 777, troje na A380). Pierwsza stacja to sprawdzenie dokumentów, bez tego nie da się nigdzie polecieć, dlatego przypominają o tym na każdym kroku. Kolejna to sprawdzenie uniformu: nakrycie głowy, strój, fryzura, makijaż, paznokcie, rajstopy, obowiązkowa zawartość torby, wszystkie guziki na miejscu. Nie żartuję, sprawdzają nas od stóp do głów za każdym razem. Potem przychodzi czas na najbardziej stresującą część programu czyli Safe Talk. Mamy taką magiczną listę, która liczy sobie 65 stron, a znajdują się na niej pytania z każdej części naszego treningu. Na przykład: w jakiej pozycji ułożysz osobę, która zasłabła; jak zamontować transmiter lokalizujący po wodowaniu; jakie leki znajdują się w danej teczce i do czego służą; w jaki sposób należy kogoś obezwładnić. Jeśli odpowiesz niepoprawnie tracisz np. pozycję operatora drzwi, a informacja, że jesteś nieprzygotowany trafia do twojego managera. Wszyscy przeszli, przydzielamy teraz pozycję, czyli kto gdzie siedzi, jakie drzwi operuje, w której kabinie stoi podczas boardingu. 

Potem omawiamy najnowsze informacje przydatne dla załogi, specyficzne dotyczące kraju, do którego lecimy. Na samym końcu przychodzą do nas kapitan i pierwszy oficer i informują nas o wysokości, na której dziś lecimy, dokładnym czasie lotu, spodziewanych obszarach turbulencji. Wszyscy razem schodzimy do autobusu, który podziemiami wiezie nas prosto pod samolot! Za pierwszym razem byłam w szoku! Jak to? A gdzie lotnisko? Co to za tunele? W sumie jest to niesamowite w jaki sposób jest tu wszystko rozwiązane.

Lot 🛫🛬

Wchodzimy na pokład i rozpoczynamy nasze obowiązki, spawdzamy Emergency equipment, Purser informuje nas, że mamy zacząć Safety and Security check. Oznacza to dokładne przeszukanie odpowiedniej dla naszej pozycji przestrzeni w poszukiwaniu jakichkolwiek przedmiotów, które budzą wątpliwości. Później sprawdzamy też czy wszystkie monitory działają jak należy, a 45 minut przed odlotem rozpoczyna się boarding pasażerów. Stoimy na swoich pozycjach i pomagamy rozlokować bagaż, tak aby jak najszybciej umieścić pasażerów na ich miejscach, żeby samolot mógł odlecieć na czas. Jeśli kiedykolwiek przyszło ci do głowy czekać aż stewardessa włoży twój bagaż do luku, zastanów się 2 razy czy walizkę, którą sam przytaszczyłeś do samolotu, która waży zdecydowanie więcej niż powinna, ma podnosić kobieta. Ty jesteś dużym facetem, ale czekasz aż ona zrobi to za ciebie- serio? Czy myślisz, że ona jest w stanie podnieść 50 takich walizek? To tak z mojej strony 📦🎁🗃 💼👜. Ludzie wnoszą ze sobą wielkie kartony, gitary, bębny, dziwne zawiniątka i liczą, że na wszystko znajdzie się miejsce, a ja powinnam podnosić ich wielkie bagaże. 

Pasażerowie na miejsach, pasy pozapinane, lecimy. Przebieramy się i zaczynamy serwis, na większości lotów (każdym dłuższym niż godzina) serwujemy ciepły posiłek. Lot mija w mgnieniu oka i lądujemy, pasażerowie szybko opuszczają pokład, a zaraz za nimi wchodzi ekipa sprzątająca. Błyskawiczna wymiana poduszek, kocy, słuchawek, załadunek nowego jedzenia, kolejne sprawdzenie bezpieczeństwa i lecimy do Dubaju. 

Mam nadzieję, że w miarę ciekawie wprowadziłam was w tajniki nieciekawych lotów. W tym miesiącu ma być lepiej, ale nie chcę zapeszać. Dam wam znać jak będę pewna, że lecę!

Advertisements